Archiwa Bloga

The Warsaw Dixielanders

Zobacz wydarzenie w Falenicy

Wykonawcy:
Jerzy Kuszakiewicz (trąbka, wokal)
Mariusz Wnuk (puzon)
Michał Pijewski (klarnet)
Marek Słomiński (banjo)
Ireneusz Kozłowski (kontrabas)
Jerzy Więckowski (perkusja)

Zespół The Warsaw Dixielanders powstał w 2007 roku z inicjatywy puzonisty – Mariusza Wnuka  i grupy warszawskich jazzmenów wywodzących się z wielu byłych i obecnych zespołów (Vistula River Brass Band, Asocjacja Hagaw, Blues Fellows, Gold Washboard i innych). W pierwszych składach grali: Roman Karwowski, Jerzy Rafałowicz, Andrzej SNAJPER Jastrzębski, Krzysztof Marszałek, Urszula Błaszczyńska i inni.
Od roku 2011 zespół w składzie: Jerzy Kuszakiewicz, Mariusz Wnuk, Edward Wiśniewski, Jerzy Więckowski, Ireneusz Kozłowski, Marek Słomiński daje koncerty w klubach, i innych miejscach w całym kraju, predestynowanych do grania takiej muzyki.
Na repertuar zespołu składają się znane standardy jazzowe oraz popularne przeboje muzyki rozrywkowej i filmowej okresu przed- i powojennego.
Nagrana w roku 2012 płyta, wydana przez Agencję Impresaryjną „POTAM”, jest próbą przybliżenia publiczności gatunku jazzu jakim jest „stary dobry jazz” (dixieland). Sponsorem płyty jest Związek Artystów Wykonawców STOART.
Obecny skład zespołu: Jerzy Kuszakiewicz (trąbka, wokal), Mariusz Wnuk (puzon), Michał Pijewski (klarnet), Marek Słomiński (banjo), Ireneusz Kozłowski (kontrabas), Jerzy Więckowski (perkusja).




Festyn „Wielkie otwarcie”




Bartosz Smorągiewicz Ensemble

GYPSY JAZZ  

Bartosz Smorągiewicz – klarnet, saksofon
Marcin Skaba – skrzypce
Sebastian Iwanowicz – gitara
Piotr Domagalski – kontrabas

Wystawa: Aleksandra Kann-Bogomilska –  rzeźba, malarstwo

FILM Aleksandry Kann-Bogomilskiej „FALA”

Realizacja, zdjęcia, montaż: Andrzej Kałuszko
Muzyka: Michał Górczyński
Sceny baletowe: Anna Turzańska i Maciej Tulik

Zobacz program




THE WARSAW DIXIELANDERS

Zespół w składzie:
Jerzy Kuszakiewicz – trąbka, vocal
Michał Pijewski – klarnet
Mariusz Wnuk – puzon
Ireneusz Kozłowski – kontrabas
Marek Słomiński – banjo
Jerzy Więckowski – perkusja

zagra jazz tradycyjny m.in. utwory: Toma Delaney’a,
W.C. Handy’ego, R. Handersona, Paula Barbarina, Miltona Agera,
Scotta Joplina, Edwarda Ory oraz Waltera Melrose/Portera Steele

Koncert finansowany przez Związek Artystów Wykonawców STOART w Warszawie.




Koncert 29 lipca 2012




Gary Guthman 2012

Afisz gala jazzowa 3-1



Koncert 12 września 2010




Koncert 20 czerwca 2010




Vistula River Brass Band

 http://www.vistula.ovh.org/galeria10.htm

Od 1968 roku grają swoją ukochaną muzykę – stary, dobry jazz tradycyjny.
Niewiele jest takich miejsc, gdzie nie grywałaby „Vistula”.
Zespół ma w swej kolekcji 12 LP i 8 CD, które mogą być przykładem dobrze wyważonego, stylowego, a zarazem żywiołowego brzmienia starego jazzu. Muzyka „Vistuli” jest swingująca, pełna temperamentu, poparta znakomitą stylowością solówek, w których krytycy cenią sobie wyjątkową wierność kanonom jazzu tradycyjnego.
Brzmienie partii zespołowych porównywane bywa z brzmieniem orkiestr amerykańskich okresu międzywojennego. Doświadczenie estradowe muzyków sprawia, iż koncerty na żywo to wspaniały, niezapomniany show.      Dorobek nagród „Vistuli” stanowią: dwukrotnie główna nagroda – „Złota Tarka” 1976 i 1977, „Złoty Koń” w Belgii, „Gold Washboard” w Anglii oraz „Złota Tarka” na Festiwalu Old Jazz Meeting – Iława 1998 w uznaniu zasług dla rozwoju polskiego jazzu.
Chociaż zespół zbliża się do jubileuszu czterdziestolecia, jego żywiołowego i witalnego stylu nie naruszył ząb czasu. Cieszą swoim graniem publiczność gdziekolwiek występują. „Przy Vistuli noga musi chodzić” powiedział niedawno pewien rodak ze „sznapsową chrypką”.
A że miał rację, przekonajcie się państwo sami słuchając jazzu w wykonaniu zespołu „Vistula River Brass Band”.




Koncert 3 września 2006

SPECJALNY PROGRAM Z OKAZJI SETNEJ ROCZNICY URODZIN
DYMITRA SZOSTAKOWICZA

Wykonawcy:
Lena Ledoff Trio w składzie:
Lena Ledoff – piano
Marek Kazana – saksofony
Wojciech Czajkowski – bass
oraz
Grzegorz Grzyb – drums

W programie jazzowe interpretacje:
F. Chopin
Melodia;
Życzenie
Wiosna
Nokturn
Chopin w kosmosie
K. Szymanowski Mazurek
D. Szostakowicz dwa fragmenty z koncertów fortepianowych
A. Chaczaturian Taniec ormiański

„Lena Ledoff Trio” powstało w 2000 r. Koncertuje w kraju i za granicą: w Czechach, na Słowacji i Ukrainie. Występowało na festiwalach: „Jazz Goes To Town” (Hradec Kralove), „Jazz na koniec lata” (Czeski Krumlov), „Camerimage” (Łódź), „Fe-Fe Feliniada”, „Świdnickie Noce Jazzowe”, „Chopiniana” i „Jazz na Starówce” (Warszawa), „Projekt Chopin” (Jelenia Góra, Wałbrzych, Wrocław), „Horice Jazz Nights’ 05” (Czechy).
Lena Ledoff angażuje się też w projekty solowe, opracowuje dzieła Szymanowskiego, Szostakowicza, Chopina, Chaczaturiana i Dunajewskiego na trio jazzowe. Od dwóch lat Trio współpracuje z warszawskim teatrem „Studio” grając na żywo do spektaklu „Bal Pod Orłem” w reżyserii Zbigniewa Brzozy. W 2003 r. Trio wydało swoją pierwszą płytę pod tytułem „WISH”, zawierającą jazzowe opracowania utworów Chopina. Warto też wspomnieć, że w 2005 r. odbyła się premiera przedstawienia muzycznego „Pocałunek na mrozie” w teatrze Stara Prochoffnia. Składają się nań utwory muzyki rosyjskiej, jazzowe opracowania m.in. D. Szostakowicza, Izaaka Dunajewskiego, Arama Chaczaturiana i piosenek z radzieckich filmów.

Polska droga Leny
Urodzona w Sankt-Petersburgu w 1961 r. Lena Ledoff jest Rosjanką, pianistką i jazzmanką.
Jest ruda, niebieskooka, drobna, bardzo dziewczęca.
Na studia muzyczne pojechała do Woroneża. Był początek lat 80. Grała Rachmaninowa, Chopina, Czajkowskiego. Była najlepsza na roku. Z dyplomem poszła na komisję. Zgodnie z przepisami trzeba było odpracować studia, ucząc w szkole, i komisja miała zdecydować gdzie. Dostała przydział do Worobiowki, wioski 130 km od Woroneża. Miała uczyć muzyki w podstawówce. – Za szto? – zapytała. – Dlaczego?
– Najlepszych wysyłamy w najtrudniejsze miejsca ­– powiedziała komisja. W Worobiowce nie było jeszcze szkoły, potrzebowali rąk do pracy na budowie. Wróciła do akademika i napisała sto ofert. Wybierała na mapie ładniejsze miejsca na zachodzie kraju. Odpowiedzieli ze wsi Bieriezowka pod Grodnem. Dyrektorka szkoły pozwoliła jej odpracować tylko rok zamiast przepisowych dwóch i napisała papier, że już jej nie potrzebują. Lena przeniosła się do Grodna. Wynajęła pokój na przedmieściu, naznosiła skrzynek po warzywach i zrobiła z nich meble. Kupiła sobie meldunek u ludzi, którzy mieli przepisowe dwanaście metrów pokoju. Dostała pracę akompaniatorki w liceum muzycznym. Potem znalazła pracę w domu kultury, a potem przyjechała do Polski.
Bohdan Hołownia po raz pierwszy usłyszał Lenę na początku lat 90. Przyszła do klubu jazzowego Akwarium, w którym grywał. Słabym polskim powiedziała, że na przesłuchanie. Była drobna, niepewna i spięta. Zrobiło się zamieszanie. Nikt nie wiedział o przesłuchaniu. Poproszono Hołownię, żeby może on. Powiedział, żeby coś zagrała. Zagrała „When My Prince Will Come”. Zagrała „Crazy Girl” Komedy. Słuchał. Lena grała. Przebiegła pamięcią ostatnie miesiące. Jak głodowała w domu znajomych, którzy wyjechali na święta. Znalazła w szafce chleb i upiekła w piekarniku. W środku była pleśń. Rozpłakała się wtedy. Jak chodziła ulicą Powstańców Śląskich z Bemowa do Włoch, przez pół Warszawy, żeby w domu kultury pograć na pianinie, ćwiczyć ręce. Jaka brzydka jest ulica Powstańców Śląskich, którą szła, by grać. Jak udzielała lekcji gry na pianinie przypadkowym uczniom i jak oni się nudzili grą, która dla niej była wszystkim. Jak wyczekiwała na środę, bo w środę były w Akwarium koncerty jazzowe. Jak żyła dla tej środy, póki nie wzięła z gazety telefonu do klubu, aby powiedzieć: „Chciałabym, żeby ktoś mnie przesłuchał”. I że to wszystko na nic i jeszcze tej nocy wraca do domu. Bohdan Hołownia podszedł i powiedział, że ma pracę. Kiedy się potem zaprzyjaźnili, wyjaśniła mu: „Tamtego dnia uratowałeś mi życie”. Grała w Akwarium aż do likwidacji klubu.

Z Wojtkiem poznali się tego samego dnia w Akwarium. Lena grała, Wojtek patrzył, a po koncercie poprosił, żeby się do niego przysiadła. – Co ty chcesz tego Gershwina grać do końca życia? Nie w knajpie twoje miejsce. Ty Rachmaninowa potrafisz zagrać, Debussy’ego, Chopina. Wzdychał nad nią i załamywał ręce. Rozpłakała się i przepłakała tak aż do zamknięcia klubu.

Resztę nocy chodzili po nocnej Warszawie. Wyjaśnili sobie, że on jest starszy o dziesięć lat, że były już w jego życiu i dzieci, i żona, i płyty, zespoły, współpraca z Kijowską Orkiestrą Symfoniczną, potem bardzo zły czas, kiedy dużo pił, i że jest artystą wolnym, który woli być niż mieć, więc nic nie ma. I nic raczej nie będzie miał. Był rok 1995.
Tanie mieszkania do wynajęcia zmieniali na jeszcze tańsze. Tańsze mieszkania na gościnę u znajomych. U gospodarza w Radości, samotnego, mrukliwego faceta, odkryli w warsztacie pianino. Stało tam przywalone śrubokrętami, gratami. Chcieli je zabrać do swojego pokoju. – Oczywiście, ale za tydzień – powiedział gospodarz i zamurował instrument.

Żyli z tego, co Lena dostała za koncerty w Akwarium, z jej akompaniatorskich fuch, cudem załatwionych występów solowych. Najlepsze były takie, gdzie organizatorzy zapewniali jedzenie. Nauczyła się tkwić przy szwedzkim stole i nakładać sobie bez żenady olbrzymie porcje. – Wreszcie się najadłam – mówiła po występie. Czasem właściciel jakiegoś klubu tłumaczył, że na koncert przyszło mało ludzi, więc nie zapłaci za występ. Musi przecież opłacić ochroniarza, barmana. Bohdan Hołownia: Gdy my dostawaliśmy w Akwarium sto złotych za występ, ona dostawała pięćdziesiąt. Czasem dzwoniła do matki.
– Wszyscy w Biełgorodzie pytają, jakiego masz mercedesa i jak się umeblowałaś – mówiła matka. Lena o Wojtku: – W muzyce ufam mu bezgranicznie. To wielki artysta.

Pobrali się latem 1997 roku, zaraz po tym, jak Lena wyjechała do Grodna. Pogranicznik z Kuźnicy załamał ręce nad jej nieważną od trzech lat wizą. – Jeśli ma pani w Polsce jakiegoś chłopaka, to niech się z panią ożeni, bo już pani do Polski nie wpuszczą. Zadzwoniła do Wojtka: – Przyjedź i ożeń się ze mną. Przyjechał i ożenił się. Przyjęła nazwisko Czajkowska.
– W jednym zespole Czajkowski i Czajkowska – skrzywił się Wojtek. – To jak para cyrkowców. Skrócił jej nazwisko Ledowskaja i dodał dwa „f”: – W Ameryce Rosjanie dodają sobie dwa „f”. Została Leną Ledoff.
Jak gra Lena Ledoff? Stanisław Sojka: – To rasowa pianistka. Ma wyraźny muzyczny podpis.
Bohdan Hołownia: – Cytuje w jazzie fragmenty klasyki, zazdroszczę jej tego.
Krzysztof Knittel, kompozytor: – Tworzy i poszukuje. Odrzuca stereotypy. Daje sobie wolność poszukiwań i wolność błędów. I płaci za to – również brakiem szybkiego sukcesu.

Zaprzyjaźniona astrolog postawiła Lenie horoskop. – Odniesiesz wielki sukces – powiedziała.

Do programu wykorzystano obszerne fragmenty tekstu Moniki Piątkowskiej z „Wysokich Obcasów” z 28 czerwca 2002 r.




Wpisy wg kategorii